Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.

Aktualności

11 wrzesnia 2018

Wassermann: Arabskiemu chodziło o to, żeby nie powiedzieć nic, co mogłoby zaszkodzić Tuskowi

W poniedziałek przed komisją śledczą ds. Amber Gold stanął Tomasz Arabski, były szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Najbliższy współpracownik premiera Donalda Tuska często zasłaniał się niepamięcią, unikając odpowiedzi na większość zadawanych mu pytań.

Tomasz Arabski, były szef Kancelarii Premiera Donalda Tuska, był pierwszym świadkiem, który stawił się przed komisją ds. Amber Gold po wakacyjnej przerwie. Przesłuchanie nie należało do najłatwiejszych. Arabski niechętnie odpowiadał na zadawane mu pytania, znacznie utrudniając przebieg pracy komisji.

- Myślę, że ta taktyka jest przyjęta na potrzeby przesłuchania głównie Donalda Tuska - powiedziała w rozmowie z dziennikarzem wPolsce.pl Małgorzata Wassermann, przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold. - Chodzi o to, żeby nie powiedzieć nic, co mogłoby mu zaszkodzić lub pokrzyżować wersję, którą on będzie prezentował - dodała posłanka PiS.

Członkowie komisji pytali Arabskiego m.in o słynną notatkę sporządzoną w 2012 r. przez generała Krzysztofa Bondaryka, szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która miała zostać przekazana najważniejszym osobom w państwie, w tym premierowi Donaldowi Tuskowi. Świadek początkowo zaprzeczał, iż zna jej treść. W dalszej części przesłuchania wyszło na jaw, że komisja jest w posiadaniu adnotacji sporządzonej przez Arabskiego, według której Donald Tusk zapoznał się z pismem Bondaryka.
- Na potrzeby tego przesłuchania przyjmę takie założenie, że to jest moja adnotacja. Uważam, że nie, ale mogę się mylić - powiedział świadek.

Bartosz Kownacki, członek komisji śledczej ds. Amber Gold, w programie Gość Wiadomość odniósł się do poniedziałkowego przesłuchania - Jeżeli jedna z najważniejszych osób w państwie, Tomasz Arabki, mówi, że nie pamięta czy coś referował, to coś jest nie tak - powiedział poseł PiS. - Donald Tusk ponosi odpowiedzialność za to, co wówczas miało miejsce (...). Był szefem największego ugrupowania, kierował państwem Polskim, miał wszelkie narzędzia do tego, żeby nie dopuścić do tej sprawy - dodał.

Z kolei w rozmowie z redaktorem Robertem Knapem, Jarosław Krajewski, wiceprzewodniczący komisji przyznał, że nie wyklucza istnienia "układu trójmiejskiego".
- Niewykluczone, że działał układ trójmiejski dbający o to, by afera Amber Gold została zauważona przez instytucje państwa dopiero po 3 latach - powiedział w programie Polski Punkt Widzenia.

- Premier Tusk i jego syn mieli najprawdopodobniej coś do ukrycia i nie chcieli doprowadzić do tego, by sprawa Amber Gold była nagłaśniana i dogłębnie badana. Najlepiej, gdyby została umorzona - skomentowała dla Polskiego Radia Iwona Arent, członkini komisji śledczej ds. Amber Gold.

Źródła: wPolityce.pl, Rzeczpospolita, Gość Wiadomości, Radio Maryja, PolskieRadio24.

 



















Powrót