Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.

Aktualności

11 wrzesnia 2018

Podsumowanie przesłuchania Małgorzaty Kim-Kaczmarek i Jacka Góry

We wtorek, 11 września, odbyło się przesłuchanie byłej dyrektor Departamentu Produktów Amber Gold oraz byłego naczelnika wydziału Departamentu Kontroli Skarbowej Ministerstwa Finansów.

Jako pierwsza zeznawała Małgorzata Kin-Kaczmarek. Jej przesłuchanie rozpoczęło się od pytania posła Krajewskiego:
- Czy ktoś Pani groził, gdy poprzednio została Pani wezwana przed komisję? Czy ktoś próbował wpływać na treść Pani zeznań?
- Rok temu byłam w ciąży, która była zagrożona, dlatego nie stawiłam się na komisję - zeznała świadek.

Kin-Kaczmarek zajmowała się sprzedażą produktu w firmie, zaczęła jednak w dziale pożyczek. Rozmowę rekrutacyjną odbyła z Katarzyną P., ale blisko współpracowała tylko z Marcinem P. Jak twierdzi, z małżeństwem P. wiązały ją tylko relacje służbowe.
Świadek nie oglądała zeznań Marcina P. przed komisją śledczą Amber Gold, w których zeznał, że powinna ona znaleźć się na ławie oskarżonych. Nie wiedziała, że jej firma oszukuje klientów. Tymczasem z zeznań Marcina P. wynika, że Kin-Kaczmarek była jego jednym z najbardziej zaufanych pracowników oraz miała bardzo szerokie uprawnienia w firmie: zajmowała się systemami informatycznymi, opiniowała ulotki, odpowiadała na pytania klientów, miała pod sobą kilka działów.
Świadek dostała też kilka razy podwyżkę w Amber Gold.
- Bardzo ciężko pracowałam, tworzenie systemu AGNET było trudnym wyzwaniem - mówiła. Później wyszło na jaw, że w 2012 r. zarabiała 8 tys. PLN netto. Poseł Zembaczyński pytał więc:
- Tyle wystarczyło, by przymknąć oko na przekręty Amber Gold?
Świadek zaprzeczyła: - Nie, chciałabym zapomnieć o tej całej sprawie, od 6 lat chodzę po sądach.

Kin-Kaczmarek zapewniała, że środki na pożyczki pokrywane były z linii kredytowej Banku BGŻ, z którym Amber Gold zawarło umowę.
- Cały czas byliśmy zapewniani, że złoto jest kupowane. Z umów wynikało, że klienci są jego właścicielami - twierdziła. Marcin P. zapewniał pracowników, że kursy złota były brane z giełdy londyńskiej, a kruszec był kupowany w Londynie, Szwajcarii i Australii.

Świadek sama często obsługiwała kontrolę skarbową. - Czasem ktoś z działu podatków przynosił segregatory z dokumentami. Kontrola skarbowa nie zadawała pytań, dlaczego nie ma sprawozdań finansowych i deklaracji VAT-owskich. O karalności Marcina P. świadek dowiedziała się z wywiadu prasowego po paru miesiącach pracy. Na zebraniu z pracownikami, Marcin P. przyznał, że to "błędy młodości".

Kin-Kaczmarek opowiedziała o ostatnich tygodniach w firmie Marcina P. Zorientowała się, że Amber Gold jest piramidą finansową, po wejściu ABW i publikacjach dziennikarskich. Świadek zeznała, że była lista skierowana do Marcina P., zawierająca nazwiska osób, którym mają zostać przedterminowo wypłacone pieniądze, bez naliczonej kary. Te osoby odzyskały pieniądze, w tym jej dziadek.
- Pod koniec pracy Marcin P. zapewniał nas, że to tylko przejściowe problemy z zamykaniem rachunków - mówiła Kin-Kaczmarek. Dostała wypowiedzenie już od syndyka, a nie od Marcina P.

Świadek zeznała, że nigdy nie leciała samolotem OLT, a o zatrudnieniu syna Donalda Tuska w tej firmie dowiedziała się z prasy. Twierdziła, że została wpisana do rejestru spółki PST S.A. bez jej zgody.
- Nie wiem, skąd Marcin P. wziął know-how na swój biznes. Odnosi się wrażenie, że to bardzo inteligentny i wszechstronnie wykształcony, oczytany człowiek - mówiła. 
Świadek uważa, że tylko małżeństwo P. jest odpowiedzialne za działalność przestępczą Amber Gold.
- Nie miałam żadnego zarzutu. Nie czuję się odpowiedzialna ws. Amber Gold - stwierdziła Kin-Kaczmarek.

Jako drugi zeznawał Jacek Góra. Na początku złożył oświadczenie, w którym opisał swoją rolę w sprawie Amber Gold - w jego ocenie, zerową, ponieważ został naczelnikiem dopiero w czerwcu 2012 r. Poseł Brejza pytał jednak:
- Co pan mógł zrobić, jako naczelnik w czerwcu i w lipcu, żeby wcześniej zablokować Amber Gold? Chyba mógł Pan coś zrobić jako wysokiej rangi urzędnik?
- Nie mogłem. Skargę mógł złożyć dyrektor UKS - odpowiedział Góra.

Świadek dowiedział się o Amber Gold i OLT z reklam. Nie wzbudziły jego podejrzeń, nie interesował się nimi jakoś szczególnie. O tym, że Amber Gold to piramida finansowa, świadek dowiedział się z informacji GIF.
- Żaden z pracowników nie miał informacji na ten temat. Kiedy te informacje wpłynęły, skierowaliśmy działania do UKS - zeznał. Poseł Paszyk pytał świadka o spotkanie w trójmiejskiej "skarbówce", w którym brali udział m.in. minister Parafianowicz i Małgorzata Bogumił. W trakcie tego spotkania w sierpniu 2012 r. podjęto decyzję, że zaledwie dwie osoby ze "skarbówki" ponoszą odpowiedzialność za Amber Gold. Świadek nie brał w nim jednak udziału.

Pytany o ustalenia audytowe, o to, jakie były wnioski z postępowania ws. Amber Gold, świadek odpowiedział:
- Nie było żadnych konkretnych, w stylu "tu i tu popełniliście błąd". 
W ocenie Jacka Góry, w sprawie Amber Gold urzędy mogły zrobić więcej - czyli, po prostu, realizować swoje ustawowe zobowiązania.

Powrót