Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.

Aktualności

05 listopada 2018

Podsumowanie przesłuchania Donalda Tuska

W poniedziałek, 5 listopada, odbyło się prawdopodobnie ostatnie przesłuchanie komisji śledczej ds. Amber Gold. Stawił się przed nią były Prezes Rady Ministrów, Donald Tusk.

Były premier ustanowił pełnomocnika Romana Giertycha, który jednak nie pojawił się na sali. Zrezygnował też ze swobodnej wypowiedzi, za to już na samym początku zastrzegł, że "poleganie na pamięci w sprawie wydarzeń sprzed 6-ciu lat może być niedoskonałe, a długość moich odpowiedzi będzie zależała od moich możliwości intelektualnych".

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann pytała o okres, w którym Donald Tusk dowiedział się o działalności ABW ws. OLT. B. premier nie pamiętał konkretnej daty. Stwierdził, że nie miał informacji od gen. Bondaryka o działaniach ABW ws. Marcina P. przed medialnym wybuchem afery Amber Gold. Co więcej, nie zapoznał się osobiście ze słynną notatką gen. Bondaryka, byłego szefa ABW, "do najważniejszych osób w Państwie" ws. Amber Gold.
- ABW nie tylko nie miała obowiązku, ale wręcz nie powinna informować mnie o takich działaniach - stwierdził Tusk.

Przewodnicząca Wassermann przytaczała szereg notatek z października 2011 r. ws. zagrożenia płynącego z tworzenia się OLT. Naczelnik ABW kazał funkcjonariuszowi chować te notatki do szuflady - jak tłumaczył, "tym zajmuje się już policja". Tusk o takim procederze nie wiedział. Następnie poseł Rzymkowski pokazał utajnioną notatkę ABW, wskazując, że to nielegalny proceder. Rzymkowski wskazał też na notatkę funkcjonariusza ABW Łuczaka z czerwca 2012r., który zabronił badania konkretnego wątku ws. Amber Gold. Tusk odciął się od tego i powiedział, że nie wiedział też o przeciekach, które Marcin P. miał z ABW od grudnia 2011r.

Kolejnym wątkiem poruszonym przez komisję była praca Michała Tuska, syna premiera, dla Marcina P. w spółce OLT. Poseł Krajewski pytał, czy było konsultowane z ówczesnym premierem, że funkcjonariusze ABW z delegatury gdańskiej nie mogą się zajmować wątkiem współpracy Michała Tuska z OLT Express, czemu Donald Tusk zaprzeczył.
 - Mój syn jest osobą uczciwą w 100%. (...) Ma i miał zasadę, że nie konsultuje ze mną miejsc, w których podejmuje pracę - stwierdził świadek, dodając jednak:
- Jeśli to było przed lutym-marcem 2012r., to odradzałem mu pracę w OLT ze względu na odór, jaki roznosił się za szefem Amber Gold.
Stanęło więc na tym, że Tusk dowiedział się o zatrudnieniu Michała z prasy, wiosną 2012 r., gdyż miał wtedy słaby kontakt z synem, a w domu nie rozmawiał o polityce. Poseł Rzymkowski pytał, czy syn świadka stał się częścią parasola ochronnego nad Marcinem P.
- Znam tę tezę, i ona mogłaby być dla mnie lub dla syna wygodna, bo zawsze lepiej być ofiarą, ale ta teza jest nielogiczna (...) przecież tam nie było mojego syna przez długi czas - skomentował były premier.

Poseł Rzymkowski pytał:
- Co na to służby, że syn ówczesnego premiera zostaje wynajęty przez kryminalistę?
- To jest problem, który wymaga wyjaśnienia. Czy służby powinny mnie wtedy o tym poinformować? Wydaje mi się, że tak - odpowiedział świadek, dziwiąc się, że służby nie zwróciły na to uwagi, tym bardziej, że praca Michała Tuska dla szefa Amber Gold i OLT nie była tajemnicą, choć nie była też w 100% jawna (vide maile podpisywane "Józef Bąk"). Całą sprawę skomentowała Wassermann:
- 9-krotnie karany oszust założył linie lotnicze, a przez 9 miesięcy służby nie potrafiły zrobić z tym porządku. Zrobiono z Pana syna słupa. Służby nie potrafiły ochronić nie tylko Pana dziecka, ale także 18 tys. Polaków.

Kolejnym wątkiem była rozmowa z Markiem Belką, który miał rzekomo zablokować reklamy w Gazecie Wyborczej i Rzeczpospolitej już na przełomie 2011 i 2012 roku, po zasięgnięciu wiedzy, że biznes Marcina P. nosi znamiona oszustwa. Donald Tusk stwierdził, że owszem, rozmawiał z Markiem Belką o Marcinie P., ale wiosną 2012r. Poseł Kownacki stwierdził, że było to w okolicach grudnia 2011r., co podpierał wykresem reklam we wspomnianym mediach w ówczesnym czasie. Kownacki spytał, co ówczesny premier zrobił po telefonie z Markiem Belką, w którym szef NBP poinformował go o zagrożeniu ze strony Marcina P.
- Nie było potrzeby, żeby premier podejmował działania, za które odpowiedzialne były takie instytucje państwa, jak KNF, ABW czy prokuratura - odpowiedział Donald Tusk.

Następnie poseł Zubowski badał wątek linii OLT, które miały (według niektórych teorii) doprowadzić do upadku LOT.
- Musiałem zdobyć miliard złotych, by uratować LOT. To czasem był przedmiot modlitwy - stwierdził świadek, dodając, że z polskimi liniami lotniczymi problem był niemal zawsze. Poseł Zubowski przytoczył stenogram rozmowy Katarzyny P. z bratem, w którym pada stwierdzenie, że "wystarczyłby miesiąc, by LOT upadł". Świadek takiego twierdzenia nie skomentował wprost, ale stwierdził:
- Taki np. partner strategiczny, który mógłby dofinansować tę spółkę, byłby cenny. Nie wiem, czy inwestor strategiczny z Turcji wycofał się ze współpracy z LOTem po tym, jak OLT przejął dużą część rynku lotniczego w Polsce - skomentował premier.

Donald Tusk zaprzeczył istnieniu tzw. Układu Gdańskiego. Nie podzielił poglądu części członków komisji, że Marcin P. był tzw. "słupem":
- Nie widzę też powodu, by uznawać Marcina P. za osobę szatańskiego geniuszu. Jego działalność nie wykraczała poza mechanizmy tego typu instytucji w innych krajach. Ludzie wolą patrzeć na jasną stronę zagadnienia i nie dostrzegać zagrożeń, dlatego spółka Amber Gold miała łatwość akwizycji środków - skomentował Tusk.

Posłanka Arent pytała, kto zawiódł ws. Amber Gold. Tusk wskazał na szefa Urzędu Lotnictwa Cywilnego, dwójkę urzędników Urzędu Kontroli Skarbowej z Gdańska, prokuraturę i UOKiK.
- Niektóre instytucje państwowe działały dobrze, inne wolniej, ws. Amber Gold. (...) Sformułowanie, że ws. Amber Gold służby państwowe nic nie robiły, jest nieprawdziwe - powiedział Donald Tusk, dodając:
- Polacy zostali ostrzeżeni, ale niektórzy to ostrzeżenie zignorowali.

Powrót